Stacja: Ziemia-Kosmos

Z Florydy startowały wszystkie najważniejsze i  najbardziej znane misje kosmiczne. Chociażby Apollo 11, Apollo 13, żeby daleko nie szukać. To tu Armstrong przygotowywał się do lądowania na Księżycu. Teraz i ja wiem, jak to jest wystrzelić rakietę w kosmos!

Dawno temu, w „Teleranku”, jeden chłopak wygrał wyjazd do Stanów, żeby obejrzeć na żywo wystrzelenie w kosmos promu kosmicznego. Do dzisiaj pamiętam jego relację z tego wydarzenia. Dla gówniarza Franka było to marzenie praktycznie nieosiągalne. Jednak jeśli czegoś bardzo pragniesz, prędzej czy później możesz to otrzymać. I tak dzień 19 lutego 2017 roku przeszedł do historii. Wtedy wraz z kumplem Kevinem odwiedziłem Centrum Kosmiczne im. J. F. Kennediego, aby podziwiać start misji statku transportowego Dragon (SPACE X CRS10). Celem misji było dostarczenie zapasów na Międzynarodową Stację Kosmiczną.

NASA, tudzież SNASA (za Barney Stinson, Secret NASA), niemal wszystkie swoje programy wysyła w przestrzeń kosmiczną z Cape Caneveral na Florydzie. Powód jest prosty. Jest blisko do równika, co oznacza, że jest bliżej do kosmosu, a to z kolei oznacza, że można wziąć na pokład więcej rzeczy . Głównym celem tego ośrodka były oczywiście misje związane z lądowaniem na Księżycu. To tutaj Armstrong trenował i wystartował z Apollo 11, by jako pierwszy człowiek stanąć na Księżycu. Lub na Sksiężycu – do końca nie wiadomo. Stąd też wystartował Apollo 13 – tę misję kojarzyć możecie z filmu z Tomem Hanksem. Stąd wędrówkę rozpoczęły także załogowe promy kosmiczne, z których dwa niestety skończyły marnie (Challenger i Columbia). W Kennedy Space Center nagrywane były, są i chyba będą, fragmenty wszystkich filmów związanych z kosmosem. Stąd też będzie startować pierwsza załogowa misja na Marsa. To dopiero będzie wydarzenie!

(S)NASA poza wystrzeliwaniem rakiet ma sporo do zaoferowania. Zbudowali cały ośrodek edukacyjny. Można się przejść spacerem po parku rakiet, wziąć udział w lądowaniu na księżycu, zobaczyć najprawdziwszy i ostatni w kosmosie prom załogowy Atlantis! Jest ogromny –  prawie 40 metrów długości. Jego bak paliwa (ten wielki, pomarańczowy) mierzy prawie 50 metrów! Dodam tylko, że podczas startu bak opróżnia się w 8,5 minuty. A wiecie, jakie jest spalanie na sekundę? Nie powiem. Secret NASA ma swoje tajemnice. Ale nie byłbym sobą, gdybym ich nie odkrył. W końcu jestem SFranek  (SuperFranek). Dobra, powiem: 15 ton na sekundę. Nic dziwnego, że start jednego wahadłowca kosztuje minimum 450 milionów dolarów.

NASA, jak i cały świat, żyje obecnie głównie tematem Marsa. Stąd i tej atrakcji nie mogło zabraknąć. Są naprawdę przygotowani do tej misji. Nawet udało mi się na chwilę tam teleportować 😉

Niesamowite było spotkanie w auli z astronautą, który opowiadał o swoich misjach i o życiu w kosmosie. Warunki, w jakich muszą tam żyć, nie należą może do najprzyjemniejszych, ale dostarczają niezapomnianych wrażeń. Na pytanie, czy by wrócił, bez wahania odpowiedział, że jest gotowy.

Start rakiety podziwialiśmy z Centrum Apollo/Saturn. W oczekiwaniu na fajerwerki mogliśmy dokładnie zapoznać się z historią misji na Smoon i co najważniejsze dotknąć księżycowy kamień! Można też było zobaczyć na własne oczy rakietę Saturn i kapsułę Apollo. Amerykanie już tak chyba mają, że wszystko musi być ogromne.

17, 16, 15… „Wstrzymać, wstrzymać, wstrzymać!” Start rakiety wstrzymany z powodu usterki. I przełożony na kolejny poranek. Myślałem, że zwariuję! Było już tak blisko! Na szczęście to była sobota, więc nie pozostało nic innego, jak kolejnego dnia przyjechać ponownie z samego rana i trzymać kciuki za udany start.

Bonus z przesunięcia startu taki, że mogliśmy sobie naszą rakietę obejrzeć z bliska. Wisienką na torcie była wizyta przy największym w USA (objętościowo) budynku Vehicle Assembly Building. To w nim były składane wszystkie statki i rakiety kosmiczne. Na jednym ze zdjęć stoję na gwieździe, która jest dokładnie tej samej wielkości co każda gwiazda na fladze USA na budynku.

W niedzielę tuż przed 9:00 rano byliśmy ponownie obecni w obserwatorium startowym. Kolejny bonus: o połowę mniej ludzi. Zajęliśmy miejsce tuż przy barierce, około 5 km od miejsca startu. Bez obaw – widok był doskonały i wszystko dało się dostrzec. O godzinie 9:38 kontrola lotów dała zielone światło i zaczęło się finalne odliczanie. 3,2,1… ogień, dym i rakieta poooszłaaaa! Chciałoby się powiedzieć w pizdu, ale nie gdzie indziej jak w kosmos. Po kilkunastu sekundach zaczął do nas docierać dźwięk. Narastał z każdą sekundą! Aż w uszach piszczało! Do tego doszły jeszcze wibracje. Tych zdecydowanie nie lubią aligatory, które z nami oglądały to wydarzenie. Po niecałych 3 minutach od startu rakieta była w kosmosie, a po 8 minutach część pierwsza powróciła  na Ziemię, kończąc pokaz z pięknym hukiem. Podekscytowani, zadowoleni i spełnieni mogliśmy wracać do mariny. Wizyta w SNASA i start rakiety były spełnieniem marzeń i jednym z najciekawszych doświadczeń w życiu. Z pewnością kiedyś jeszcze raz się wybiorę.

NASA (21)

Jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć filmik ze startu to bardzo proszę: https://www.youtube.com/watch?v=C0TGN_LGuAs

W drodze powrotnej przywitało nas słońce i zatrzymaliśmy się w jednej z przydrożnych knajpek, która okazała się być ulubionym miejscem motocyklistów. Nic dziwnego. Idealne zakończenie wspaniałego weekendu.

Ahoj!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s