Welcome to Miami- Styczeń na Florydzie – Część III

Po ulicach Wynwood przechadzają się ludzie w garniturach i piżamach, i Indianie, za którymi ciągnie się zapach zielonej roślinki… Ja tymczasem przebiegłem w deszczu półmaraton w Miami.

Pod koniec ubiegłego roku z szefem kuchni postawiliśmy przed sobą cel: półmaraton w pięknym Miami. Ostatni weekend stycznia przebiegł (dosłownie) zatem na sportowo. W sobotę około południa odebraliśmy nasze pakiety startowe i po zameldowaniu w hotelu pojechaliśmy na mały rekonesans do Miami Beach. Super knajpki, słońce, palmy, no i ta plaża! Od razu chce się żyć! Ze względu na niedzielny bieg poszaleć za bardzo nie mogliśmy, stąd wieczór bardzo delikatnie.

Wynwood to dzielnica, która jeszcze parę lat temu była gettem, a teraz przechodzi renesans. Nazywana jest też dzielnicą artystyczną, ze względu na liczne i nieziemskie murale pokrywające niemal każdy budynek. Klimatyczne knajpki, super jedzenie i mega sympatyczni ludzie nadają temu miejscu niezwykły urok. Można tu spotkać ludzi w garniaku i piżamie. Przebranych za Indian i w dresach. W koszulkach i w samym staniku. Dobra muzyka płynąca z każdego zakątka i unoszący się wszechobecnie w powietrzu zapach zielonej roślinki są tylko drobnym dodatkiem! Życie nocne w Miami? Tylko w Wynwood! Z pewnością tu jeszcze zabawię, hi, hi.

W niedzielę tuż po piątej rano byliśmy gotowi do startu. Niemal do samej mety biegliśmy w deszczu. Było to małe utrudnienie, ale daliśmy radę! Co prawda na 17 km potrzebowałem pomocy Jarka, Polaka, którego poznałem na trasie. Gdyby nie jego zestaw ratunkowy, to mogło być różnie. Poczęstował mnie solą himalajską i glukozą, dzięki czemu bez większych trudności dobiegłem do 20 km. No i tu się zaczęło! Generalnie zmęczenia organizmu jako takiego nie było, jedyne co przestawało funkcjonować to nogi. Mięśnie z każdym metrem coraz bardziej przypominały kamienie. Do mety dobiegałem jak młody Forest Gump w swoich szynach. Wynik: 21 km w 2 godziny i 19 minut – jak dla mnie całkiem spoko! Szef był nieco szybszy. W nagrodę dostaliśmy medale i pamiątkowe zdjęcia.

Lista atrakcji do zrealizowania na Florydzie stale się powiększa. Mam nadzieję, że luty będzie tak fantastyczny jak styczeń. Tymczasem żegnam was bardzo ciepło i wracam do malowania jachtu!

Ahoj!

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s