Styczeń na Florydzie – Część II

Floryda. Tam, gdzie można kupić różdżkę u Olivandera, zobaczyć złoto goblinów i potęgę dinozaurów. Zapraszam na przejażdżkę roller coasterem po Mount Evereście. Zapięliście pasy?

Historia pisała się także w przedostatni weekend stycznia. Kto powiedział, że marzenia się nie spełniają? Nigdy nie jest za późno na realizację szczególnie tych z dzieciństwa. Gdy tylko pojawiła się okazja na odwiedzenie Myszki Mickey w jej zamku w Orlando, wraz z Chaun’em i naszą kumpelą, Heylee, nie zastanawialiśmy się ani chwili. Do tego pojechaliśmy siedmioosobowym Chevroletem, choć zamawiałem zwykłą osobówkę. Taka niespodzianka od wypożyczalni! Co ciekawe, auta na Florydzie mają tylko tylną rejestrację.

Wjechaliśmy na autostradę, włączyłem tempomat i dalej już prosto do Orlando. Przez trzy godziny jazdy prawie nie tknąłem hamulca. Inne pedały też nie potrzebne – przyspiesza się i zwalnia plusem i minusem na kierownicy. Furka w automacie (jak chyba wszystkie samochody w USA) prowadziła się wyśmienicie.

Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy do pierwszego parku rozrywki Disney’a: Magic Kingdom. Jak sama nazwa wskazuje – istne królestwo! Wszędzie postaci z bajek, pokazy i występy, ulice i budynki jakby ktoś je namalował, karuzele, roller coastery i cała masa innych atrakcji, a nad wszystkim góruje wielki zamek. Raj nie tylko dla dzieciaków! Ale to przede wszystkim najmłodsi czują się tu jak w niebie. Widać to po ich radości i uśmiechach od ucha do ucha. No i po notesach pełnych autografów ulubionych bohaterów z kreskówek. Dobrze, że polowały na podpisy, bo przynajmniej nie nudziły się w godzinnych kolejkach.

Duże dziecko Franek najlepiej bawiło się na kolejce Big Thunder Mountain Railroad i Splash Mountain. W pierwszej jeździ się wagonikami kopalnianymi, w drugiej w drewnianych balach  pokonuje się wodospad. Nie było na nas suchej nitki.

Niezapomniany pozostanie także Rock’n’roll Aerosmith roller coaster oraz Tower of terror. W tym ostatnim podróżowało się windą, która po wjeździe na ostatnie piętro… nagle się urywała!  Wrażenia mistrzowskie. W parku Epcot można było usiąść za sterami rakiety i przeżyć misję na marsa. Przeciążenia i stan nieważkość…

Ostatnim punktem na naszej mapie była największa atrakcja parku – Expedition Everest. Kolejny świetny roller coaster, który prowadzi przez atrapę najwyższej góry świata. Po zmroku ponownie wróciliśmy do świata Myszki Mickey, by obejrzeć pokaz fajerwerków nad szczytami wież zamku Disney’a. Był to chyba najlepszy pokaz sztucznych ogni, jaki w życiu widziałem! Wycieńczeni, ale bardzo zadowoleni, wróciliśmy do hotelu i padliśmy na twarz.

W niedzielę nie było jednak zmiłuj. Punkt 7:00 byliśmy już na nogach, żeby odwiedzić słynny park rozrywki Universal Studios. Zostawiliśmy samochód na parkingu Jurassic Park i kupiliśmy bilety. Nie ma słów, które potrafiłyby opisać wszystkie emocje, jakie towarzyszyły nam podczas wizyty w tym miejscu. Atrakcje są tak niesamowite, że trzeba je zobaczyć, a właściwie przeżyć samemu. Obowiązkowy punkt programu, jak będziecie w okolicy. Wydaje mi się, że zdjęcia opowiedzą to lepiej niż ja.

Nawet jeśli nie przepadasz za czarami, to i tak opadnie ci szczęka. I gwarantuje, że uwierzysz, że gdzieś na świecie istnieje Szkoła Magii i Czarodziejstwa! Oprócz Hogwartu jest też miasteczko Hogsmeade. Chcesz kupić różdżkę u Olivandera, strój Gryfindoru, kociołek, a może Nimbusa 2000? Nie ma problemu, wystarczy wejść do odpowiedniego sklepu. Ba! Możesz nawet napić się piwa kremowego, kupić żabie czekoladki czy fasolki wszystkich smaków. Ale to nie wszystko! Jest też oryginalnych wymiarów Hogwart Express, który zabierze Cię w prawdziwą przejażdżkę, nie gdzie indziej jak na King Cross, na peron 9 i 3/4. Oczywiście nie może zabraknąć ulicy Pokątnej, gdzie kolejne sklepy i knajpki oraz bank Gringotta, a w nim roller coaster… Siadasz w wagoniku jak z filmu, zakładasz okulary 3D i jazda! Czułem się, jakby była to rzeczywistość. Prędkość, spadki i wzniesienia, ciepło, zimno, woda, wiatr… A w Hogwarcie czeka kolejna multimedialna kolejka, gdzie poczułem, jak to jest latać na miotle – M I S T R Z O S T W O!!!

Jak miałem 5 lat, mój Stryjek pożyczył mi kasetę video z Jurassic Park. Co to był za film! Od tamtej pory wyszło jeszcze kilka części, a moja fascynacja tym klasykiem do dziś jest chyba na tym samym poziomie co wtedy. Zawsze marzyłem, żeby odwiedzić taki park! Jurassic Park zwiedza się w łódce. Płynie się rzeką przez dżunglę, podziwiając dinozaury, aż nagle oczom ukazuje się rozwalona klatka T-Rexa, no i zaczyna się zabawa. Łódka przyspiesza, muzyka nieustannie buduje nastrój. Uciekamy przed bestią, ta już prawie chwyta naszą łódkę w paszczę, jednak my spadamy w przepaść i lądujemy w wodzie. Wszyscy mokrzy nie tylko za sprawą miejsca lądowania…

Przepraszam, że się tak chwalę, ale King Konga też spotkałem! Tak szczegółowy, że aż prawie prawdziwy. Kiedy goryl uderza w gębę dinozaura, to na widzów bryzga krew (czytaj: czerwona woda).

Oprócz chłopaka z błyskawicą, przyjaznych potomków smoków czy uroczej małpy, w parku są też atrakcje z filmu Mumia, ET (podróż latającym rowerem), Transformers, Terminator, Shrek, Faceci w czerni itd., itp. Dodatkowo około 10 roller coasterów, ale o tym już było, a ja przecież nie chcę was zanudzić…

CDN

Ahoj!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s