Z gitarą po Francuskiej Riwierze

To już trzeci dzień pobytu na Lazurowym Wybrzeżu.  W  Antibes czekał na mnie całkiem miły hostel dla załóg. Mam trzech współlokatorów, którzy tak jak i ja poszukują pracy na jachtach. Najlepsze jednak jest to, że z hostelu do portu mam trzy minuty spacerem.

W ciągu dwóch dni spotkałem się ze wszystkimi agencjami pracy, jakie miałem na liście. Po pierwszych wizytach musiałem nieco zmienić CV oraz dostosować mój profil online do wymogów agencyjnych. Teraz wszystko jest już, jak być powinno. Dostałem też sporo cennych uwag, które powinny być pomocne w znalezieniu pracy na jachtach.

A szukam jej jak na razie poprzez tzw. „dock walking” czyli chodzenie z gitarrą i pakietem CV po portach. Wygląda to tak, że spaceruję obok łódek, a kiedy tylko kogoś spotkam,  to zagaduję, co tam słychać, jak sezon, jakiś żarcik, parę słów o sobie. Próbuję zrobić dobre pierwsze wrażenie, tak aby poprosili mnie o CV.  Powoli przechodzę na następny poziom. To już nie ja proszę, a jestem proszony o zostawienie dokumentów. Zawsze jakiś krok naprzód.

W tutejszych portach cumują statki, które czasem zapierają dech w piersiach. Na przykład w porcie w Antibes (tu, gdzie mieszkam) stoi sobie taki jacht o nazwie „Dilbar”. Przed przyjazdem wyobrażałem sobie, że będą tu ogromne jachty, ale kiedy zobaczyłem z bliska Dilbar, to szczerze szczęka mi opadła. Czegoś takiego to się nie spodziewałem. 156 metrów długości, wysoki jak piętnastopiętrowy wieżowiec. Ogrom!  Od razu pobiegłem, żeby zanieść tam pierwsze CV. Kapitan Dilbara na razie milczy, ale nie wie, co traci, ha, ha.

Może odezwie się, gdy usłyszy na ulicy mój śpiew. Swoją drogą myślałem, że nie przysporzy mi to większych trudności. A jednak! Pierwszego dnia zjadła mnie trema i nie dałem koncertu na bulwarze. Cały drugi dzień mnie to męczyło, aż w końcu się przemogłem! Zagrałem przed jedną ze znanych antibskich knajpek „The Hop Store”.  Śpiewałem przez około godzinę. Nie mogę jednak zaliczyć występu do udanych, bo akustyk był zbyt cichy, a w miejscu, w którym byłem, panował straszny gwar. Zarobiłem niecałe 3 euro… Trzeciego dnia przygotowałem się trochę lepiej, znalazłem bardziej ruchliwe miejsce, gdzie i akustyka była lepsza. Grałem ponad godzinę i gdyby nie zerwana struna, to uliczny koncert z pewnością trwałby dłużej. Dzisiejszy rezultat? Ponad 10 euro na rękę. Stety-niestety, mimo kartki ludzie dają kasę, ale nikt nie chce brać CV. Zwykle kończy się na aprobacie i miłych słowach… Ten temat muszę jeszcze dopracować.

Podsumowując:  agencje pracy i wszystkie porty od Antibes do Cannes zaliczone.  Pracy jeszcze nikt nie zaoferował, ale ciągle chodzę i szukam. Oczywiście nie poddaję się! Jutro wybieram się do Monaco, może to właśnie tam czeka na mnie moje szczęście (jak nie w porcie, to na bank w kasynie). Wracając z Monaco do Antibes zajadę do mojego dobrego znajomego w Eze. Może nawet razem pogramy i pośpiewamy. Znacie go chyba wszyscy, śpiewa w takim irlandzkim zespole, co zwie się U2.

Trzymajcie kciuki! Dzięki za ogrom wsparcia.

Ahoj!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s